Dzisiaj jest: Środa, 28 czerwca 2017
Imieniny obchodzą: Ireneusz, Józef, Leon, Paweł, Zbrosław
Vinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo Slider
Opublikowano: czwartek, 09, maja 2013 08:26
 
Ludzkie losy
Aniela z Wróblewskich Szwabowska
 
Aniela z Wróblewskich Szwabowska pochodzi z Przytkowic, ale los swój związała z Radziszowem. Tu wychowała swoje dzieci, i tu cieszy się wnukami. Wiele osób wie, iż jej udziałem są wyjątkowe doświadczenia - przeżyła blisko rok czasu za drutami obozu w Auschwitz-Birkenau, ale nigdy nie opublikowała swoich wspomnień. Nasze Stowarzyszenie zaprosiło ją w dniu 20 marca 1998 r. na spotkanie, w czasie którego podzieliła się z nami swoimi tragicznymi przeżyciami. Jako jedna z niewielu "wyrwała się" STAMTĄD.
 
Aresztowanie
W czasie jednej z wypraw do Krakowa, w styczniu 1943 r dwudziestoletnia Aniela została zatrzymana przez hitlerowców i wraz z innymi pasażerami pociągu wywieziona do więzienia przy ul. Montelupich. Tam spędziła około tygodnia czasu, który wypełniały przesłuchania i oczekiwanie na zwolnienie do domu. Była przecież niewinna. Rodzina nic nie wiedziała o jej losach.
Codzienne dowożono nowych, zatrzymanych w licznych łapankach. Siódmego dzienia okazało się, że o zwolnieniu nie może być mowy. Ciężarówkami przewieziono ich na Dworzec Towarowy, załadowano do bydlęcych wagonów i wywieziono wraz z transportem więźniów z Tarnowa. Nikt z nich nie wiedział dokąd jadą, lecz przeczucia podpowiadały wszystko co najgorsze.
Bocznica w Brzezince
Była noc, reflektory oślepiały przerażonych więźniów. Wokół rozlegały się krzyki esesmanów, jęki bitych, szczekanie psów. Wszystkich zagoniono do jednego z obozowych baraków. Z całego tego transportu być może ocalała tylko ona. Wyczerpanych i zziębniętych ostrzyżono, ubrano w jednakowe pasiaste "mundurki", na których znalazły się odpowiedniego koloru i kształtu naszywki informujące o narodowości i rodzaju przewinienia.
Panią Aniele uznano za więźnia politycznego.
Do czynności wstępnych należało również wytatuowanie numeru - Niemcy to naród, który lubi porządek. Od tej pory człowiek rozstawał się z imieniem i nazwiskiem, był tylko numerem. Na przykład 32 223 - to Aniela Wróblewska.
Po miesiącu czasu, wraz z innymi więźniami, na rozkaz władz obozowych Pani Aniela udała się do Oświęcimia. Tam wszystkich sfotografowano. Po jakimś czasie dopiero można było napisać do domu krótki list. Raz w miesiącu wysłać można było krótką informację: "żyję, pracuję, jest mi tu dobrze". Czasami przychodziły paczki od rodziny, ale zwykle jedzenie w nich było już zgnite.
Praca nie czyniła wolnym
Pobudki były o 3-ej rano. Przed apelem dostawali "śniadanie", na które składał się płyn nazywany herbatą i skromna racja chleba. Następnie apel - to codzienny czasem wielogodzinny obowiązek. Głównym elementem jego było policzenie więźniów, wszystko musiało się zgadzać.
Do pracy ruszali w asyście orkiestry, krokiem marszowym. Wycieńczeni, zziębnięci, schorowani rozbierali zabudowania, z których Niemcy wygonili wcześniejszych ich właścicieli, rdzennych mieszkańców Brzezinki. Siłami więźniów zbudowano największe miejsce kaźni na świeci
Kobiety pracowały również przy pieleniu jarzyn i budowie dróg. Praca stała się narzędziem tortur - praca zabijała! Codziennie powracający do obozu więźniowie przynosili rannych, zabitych pogryzionych przez psy. Na oczach Pani Anieli dochodziło do bestialskich mordów. Codziennie dziesiątkowano więźniów, by w ten sposób wyznaczyć "ładunek do pieca".
Ludzie żyjący w tym czasie po drugiej stronie drutów, nie mieli pojęcia o tym, co tam naprawdę się działo.
Choroby i higiena
Woda w obozie była trudno dostępnym dobrodziejstwem, była marzeniem. Więźniom brakowało jej do picia, nie mówiąc już o higienie. Zbiorowe kąpiele Niemcy robili im rzadko, przy okazji "odwszenia". Nieraz zdarzało się tak, że potem musieli zakładać niewyschnięte ubranie, mimo niskich temperatur.
Choroby towarzyszyły więźniom na okrągło. Największa plagą były dury brzuszne, biegunki i tyfusy. Ich źródłem było wyziębienie organizmu i podłe jedzenie. Zupy gotowano im z pokrzyw, zgnitych jarzyn. Ci, którzy trafili do obozowego szpitala nie mogli liczyć na pomoc. Było to miejsce nieludzkich cierpień. Niewielu zaznawało współczucia. Stąd wielu trafiało do komór gazowych. Pani Aniela też wspomina o pobycie w takim szpitalu. Rano budziła się wśród martwych ciał. Śmierć stała się czymś powszechnym, nie płakano nad zmarłymi. Wiele kobiet rodziło w obozie dzieci, ich los był z góry przesądzony - trafiały do kanału.
Grupy narodowościowe
Najtwardsi, jak wspomina Pani Aniela, byli Rosjanie. Ciężko pracowali, a wieczorami nieraz śpiewali swoje tęskne pieśni. Polacy żyli nadzieją, że przyjdzie dzień, kiedy doczekają się wolności - wiele wytrzymywali. Greków i Jugosłowian dobijał tutejszy klimat. Najbardziej załamani byli zawsze Żydzi. Oni wiedzieli, że nie mają drogi odwrotu. Esesmani traktowali ich najgorzej, sztubowe nie były lepsze. Wiele ludzi skracało sobie cierpienia, rzucając się na druty otaczające obóz, podłączone do prądu. Dymy nad obozem unosiły się w dzień i nocy zatruwawszy duszącym odorem.
Minął blisko rok czasu
Na jednym z apeli Panią Anielę wywołano i przeniesiono do innego bloku, gdzie poddawano ją szczegółowym badaniom. Przerażenie jej sięgnęło zenitu - nie wiedziała co będzie z nią dalej. Skierowana została na tzw. kwarantannę, która polegała na dożywieniu wychudzonego więźnia. Tutaj dostawała nawet po pół litra mleka dziennie. W porównaniu do wcześniejszych, głodowych racji było to wielkim luksusem.
W grudniu opuściła obóz, wcześniej dostając przykaz, by nikomu nie mówić co widziała. Następnie przewieziono ją do więzienia w Mysłowicach, gdzie spędziła jedną noc. Potem był Kraków i więzienie świętego Michała. Tydzień czasu spędziła też w Domu Helclów, gdzie wtedy przebywali więźniowie z Majdanka oczekujący na transport do Oświęcimia. Ostatnim etapem było jeszcze raz więzienie przy ul. Montelupich. Stąd wypuszczono ją na wolność bez żadnego dokumentu, z nakazem zachowania milczenia.
Po 1945 r. Pani Aniela jeszcze raz była w Oświęcimiu i Brzezince. Szukała tam swoich dokumentów. Przy okazji zwiedzała muzeum. Szybko wróciły jej przed oczy tragiczne wspomnienia i biegiem stamtąd uciekła. W Brzezince nie odnalazła swojego bloku, gdyż wycofujący się Niemcy palili ślady po sobie.
"Kto nie zna swojej historii, skazany jest na jej powtórne przeżywanie" - takie słowa wypisano w oświęcimskim muzeum. Nakręcono wiele filmów, napisano szereg książek, żyją świadkowie tamtych strasznych dni - jak Pani Aniela. Celem tych ludzi jest ukazanie do czego doprowadzić może nienawiść człowieka do człowieka.
Tymczasem po 9 maja 1945 r. prawie co dzień prasa, radio i telewizja donoszą o nowych ogniskach zapalnych i narodowościowych waśniach.
Dlaczego ludzkość nie umie korzystać ze swoich doświadczeń? !!!
 
Barbara Bierówka, "Głos Radziszowa" nr 2, IV 1998, s. 5-7.

Stowarzyszenie

ul. Szkolna 4
32-052, Radziszów

Nasz rachunek:
Krakowski Bank Spółdzielczy
Oddział Skawina

10 8591 0007 0310
0561 8792 0001