Dzisiaj jest: Środa, 24 maja 2017
Imieniny obchodzą: Jan, Joanna, Maria, Wincenty, Zuzanna, Zula
Vinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo Slider
Opublikowano: czwartek, 09, maja 2013 08:29
 
4 XI 2012
Śmierć niewinnego chłopca
Kazimierz Wasyl na miejscu zbrodni z II wojny światowej

Opisane wydarzenia rozegrały się w Radziszowie na Podlesiu, w czasie mrocznych dni okupacji hitlerowskiej w latach 1942 - 1943. Kilka miesięcy wcześniej, chłopiec wraz ze swoją mamą i babcią trafił do domu Franciszki Mazurkiewicz z Wasylów i Wincentego Mazurkiewicza. Wynajęli izbę jako letnicy, których przed wojną na Podlesiu nie brakowało. Państwo Wasylowie borykając się z trudną codziennością i niedostatkiem okresu wojny, chętnie rodzinę przygarnęli. Sami mieli 3 synów: Kazimierza ur. w 1933 r.; Tadeusza ur. w 1937 r. i Henryka ur. w 1939 r. Dzieci nawzajem polubiły się i chętnie się razem bawiły. Nowego kolegę nazwali Jurek, bo nie znali jego prawdziwego imienia. Babcia i mama też posługiwały się się zmienionymi imionami i nazwiskami. Byli Żydami, więc za samo pochodzenie w każdej chwili groziła im śmierć z rąk okupanta. Codzienności i biedzie Państwa Wasylów od teraz dodatkowo towarzyszył jeszcze strach.

- Babcia Jurka mogła mieć wówczas ok. 60 lat, mama zaś ok. 40. Jurek był moim rówieśnikiem - wspomina Pan Kazimierz Wasyl, dziś emeryt, mieszkający w Krakowie. Rodzina ta mieszkała u nas kilka miesięcy. Tego domu dziś już nie ma, ale gdyby dotrwał do naszych czasów, przypisany by był do ul. Nad Pasieką. W chwili tragedii miałem 9 albo 10 lat. Z wielkim trudem wspominam to nawet teraz, choć już od tamtych dni minęło blisko 70 lat. Przecież lubiłem się z nim bawić... Mieszkał u nas w domu kilka miesięcy.

Wszystko rozegrało się w lecie 1943 r. Do ich domu przyszedł polski, tzw. granatowy policjant ze Skawiny. Nazywał się, bądź miał pseudonim Zdziebko. Tyle zapamiętał Pan Kazimierz. Był z nim Niemiec w ciemnoniebieskim mundurze. - Przyszli, by zabrać kobiety, babcię i mamę Jurka. Rozstrzelano je za cmentarzem w Radziszowie. Po chłopca przyszli chyba nazajutrz ? wspomina Pan Kazimierz. Jak weszli do domu, podstępnie wywołali Jurka pod pretekstem, że zaprowadzą go do mamy i babci. On sam z radością do nich wyskoczył. Martwił się przecież o nie, nie wiedząc o tym, co je spotkało. Jurka wprost z naszego domu zaprowadzili do lasu. Przeszli około 25 - 30 metrów od drogi, która oddzielała naszą posesję od lasu. Mówiąc inaczej było to na tyłach posesji państwa Szczepańskich. Tam dokonano bestialskiego mordu na nic nikomu niewinnym chłopcu. Pochować go w miejscu zastrzelenia musiał mój wujek - ze wzruszeniem mówi po latach Pan Kazimierz. Wujkiem tym był Jan Wasyl, brat Franciszki Mazurkiewicz. Pan Jan Wasyl od lat 40-tych zamieszkał w Zakopanem. Był kolejarzem, a z zamiłowania był muzykiem. - Wujek często wspominał ten dzień, gdy przyszło mu pochować w lesie ciało małego Jurka. Dla upamiętnienia miejsca pochówku, ze sosny ściął korę. Jako dziecko, Pan Kazimierz często zaglądał na miejsce wiecznego spoczynku swojego kolegi. To przecież jest tak blisko miejsca, w którym kiedyś mieszkał. Tam też często się bawiły dzieci. Po wojnie biegali wzdłuż linii lasu w stronę szlabanu, gdzie po dziś dzień zachowały się, choć już mocno zatarte, ślady niemieckich okopów.

Jeśli ktoś może rozwinąć wspomnienia Pana Kazimierza, bądź opowiedzieć inną zapamiętaną lub zasłyszaną historię z czasów II wojny światowej, uprzejmie proszę o kontakt.

Tekst i zdjęcie: Janusz Bierówka (Na podstawie wspomnień spisanych we wrześniu 2012r.)

Stowarzyszenie

ul. Szkolna 4
32-052, Radziszów

Nasz rachunek:
Krakowski Bank Spółdzielczy
Oddział Skawina

10 8591 0007 0310
0561 8792 0001