Dzisiaj jest: Niedziela, 22 września 2019
Imieniny obchodzą: Joachim, Maurycy, Prosimir, Tomasz
Vinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo Slider
Opublikowano: wtorek, 13, stycznia 2015 11:00

 

Jak to się stało, że Stanisław Hojda trafił do domu pańskich rodziców? Czy był ich znajomym przed wojną?

Stanisław Hojda nie był naszym znajomym, był obcym człowiekiem. Znajomym mojego ojca był natomiast pan Wojnarowski, dozorca z Krakowa. Ten człowiek zrobił Stanisławowi skrytkę w podłodze w swoim mieszkaniu, ale ukrywanie się tam było trudne. Dozorcówka była mała, ciągle przychodzili tam różni ludzie, Polacy i Niemcy. Wojnarowski był ubogim człowiekiem i trudno mu było wyżywić rodzinę oraz dodatkowo, ukrywającego się Stanisława, ale nie chciał wyrzucać go i pozostawić bez pomocy. Jak mówiłem, ten dozorca znał mojego ojca przed wojną i skontaktował się z nim, bo chciał znaleźć ukrywającemu się bezpieczniejsze miejsce. Uznał, że może na wsi będzie łatwiej przeżyć, łatwiej zdobyć jedzenie i ukryć się przed Niemcami. Ojciec nie od razu się zgodził, obawiał się, bo wiedział, jak zresztą wszyscy, jakie mogą być tego konsekwencje. Postanowił jednak naradzić się z moją mamą i kiedy usłyszał od niej, że trzeba pomóc temu człowiekowi, pojechał do Krakowa i przywiózł go do naszego domu. Za ukrywanie i pomoc Żydom w okupowanej Polsce groziła śmierć.

Jak wyglądała ta podróż?

Ojciec zdecydował się na podróż koleją, ponieważ była najlepszą i najszybszą, chociaż jednocześnie niebezpieczną możliwością dotarcia na miejsce. Mimo zagrożenia, w tłumie ludzi łatwiej się ukryć. Przez Radziszów przebiega linia kolejowa do Zakopanego. Około 3 km od naszego domu był przystanek kolejowy - PKP Radziszów [4]. Na dworzec w Płaszowie dotarli razem, ale szli w pewnej odległości ze względów bezpieczeństwa, żeby nikt nie skojarzył, że idą razem i nie śledził ich. Ojciec był przedwojennym policjantem, mógł być w Krakowie rozpoznawalny, a Stanisław miał semickie rysy twarzy. Dla nikogo nie było tajemnicą, że Żydzi mieli różnych wrogów, byli to nie tylko Niemcy, ale czasem też granatowi policjanci no i oczywiście szmalcownicy, którzy szantażowali ich, a czasami jeszcze denuncjowali Niemcom. Tak więc ojciec jak i Stanisław Hojda musieli się kamuflować. Na dworcu w Płaszowie miało miejsce dramatyczne wydarzenie. Stanisław został przez kogoś rozpoznany i zatrzymany. Zatrzymali go chyba granatowi policjanci, nie pamiętam tego dobrze. Pociąg miał już nadjechać, a oni nie chcieli go wypuścić. Stanisław Hojda chyba ich przekupił resztką pieniędzy, jakie posiadał i w końcu wypuścili go. Podróż pociągiem przebiegła już bez przeszkód, nikt nie zwrócił na nich uwagi. Jechali wieczorem. Przebycie 3-kilometrowego odcinka drogi z przystanku kolejowego w Radziszowie do naszego domu, też stanowiło problem. W okolicach Radziszowa działała partyzantka, toteż Niemcy często patrolowali wieś i nie można było iść drogą. Poza tym ojciec uznał, że lepiej, kiedy nikt nie będzie widział Stanisława Hojdy zmierzającego do jego domu. Nie można było też iść wzdłuż torów kolejowych, ponieważ patrolowały je niemieckie służby ochrony kolei. Ojciec wybrał taką drogę, żeby uniknąć spotkania z kimkolwiek, szli zatem polami, łąkami, po krzakach, zaroślach i tak bezpiecznie dotarli do domu. Nikt ich nie widział i nikt się w tamtym czasie nie dowiedział, że rodzice przyjęli pod swój dach człowieka, który według niemieckich rozporządzeń nie miał prawa żyć, tylko dlatego, że był Żydem.


 

[4] Przystanku Rzozów na styku ulic Brzegi i Kolejowej wówczas nie było. [przypis autorki wywiadu]

Stowarzyszenie

ul. Szkolna 4
32-052, Radziszów

Nasz rachunek:
Krakowski Bank Spółdzielczy
Oddział Skawina

10 8591 0007 0310
0561 8792 0001

Logowanie