Dzisiaj jest: Poniedziałek, 23 września 2019
Imieniny obchodzą: Boguchwała, Bogusław, Libert, Minodora
Vinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo Slider
Opublikowano: wtorek, 13, stycznia 2015 11:00

 

Gdzie zamieszkał człowiek ukrywany przez pańskich rodziców?

Nad częścią mieszkalną naszego domu był strych, na którym przechowywało się siano. W tym sianie została wykopana jama i w niej w ciągu dnia siedział Stanisław. Trzeba sobie uzmysłowić tę sytuację: w domu stacjonują żołnierze niemieccy, jak już o tym wspominałem, w pobliżu często pojawiają się niemieckie służby kolejowe, ponieważ dom stoi blisko torów, niemieckie patrole, w niedalekim sąsiedztwie mieszka sołtys, a w domu na strychu ukrywa się Żyd. Ale nasz strych okazał się dla niego bezpiecznym schronieniem przez 22 miesiące i 1 dzień, jak on sam wyliczył.

Jak wyglądało codzienne życie ukrywającego się człowieka, na czym polegała Wasza pomoc?

Stanisław w ciągu dnia musiał siedzieć cichutko w tym sianie. Był świadomy, że jakieś odgłosy mogą go zdradzić. W jamie miał miejsce do spania, na dzień trochę się wygrzebywał na powierzchnię. Bardzo męczyła go bezczynność i bezruch, przecież był to młody, zdrowy mężczyzna. Pan Wojnarowski przywoził z Krakowa książki i Stanisław całymi dniami czytał, bo to pozwalało skrócić czas i zabić nudę. Dostawał od nas posiłek, bardzo często zaniesienie posiłku było moim obowiązkiem. Zanosiłem mu również wspomniane książki. Pomagałem ojcu zabezpieczać kryjówkę. Siano ze strychu było przecież użytkowane jako karma dla zwierząt. Stanisław Hojda w dzień nie mógł opuszczać strychu. Potrzeby fizjologiczne mógł załatwiać najczęściej po zmroku, wtedy też wychodził na chwilę z ukrycia, ale był bardzo ostrożny. Jak wspominał później po latach, ukrywanie się spowodowało, że potrafił kontrolować swój organizm. Stanisław miał ogromną wolę życia, chciał znowu spotkać się ze swoją narzeczoną, założyć rodzinę i jak często wspominał, to było dla niego motywacją, trzymało go przy życiu.

Wspominał Pan, że nikt nie widział Stanisława Hojdy zmierzającego do waszego domu. Kto zatem wiedział o ukrywającym się u was człowieku? Czy były jakieś niebezpieczne sytuacje, które mogły zakończyć się dla niego i dla was tragicznie?

O ukrywającym się Stanisławie Hojdzie wiedzieli moi rodzice, ja i pan Wojnarowski z Krakowa. Żaden nasz krewny ani nikt inny nie wiedział o tym. Tę tajemnicę udało się utrzymać do końca. Miałem 12 lat, kiedy do nas przyszedł, a pozostał prawie 2 lata. Byłem dorastającym chłopcem, miałem kolegów, z którymi się spotykałem i bawiłem. Nie mogłem ich przecież unikać, ale z drugiej strony musiałem być bardzo ostrożny, żeby z niczym się nie zdradzić. Pamiętam taką sytuację, kiedy w czasie jakiejś zabawy z kolegami obok naszego domu jeden z nich krzyknął, że zobaczył na strychu człowieka. Starałem się to zlekceważyć, wmówić mu, że to przywidzenie, ale on się strasznie upierał. Poszliśmy chyba wtedy na ten strych, ale oczywiście nikogo tam nie było. Ten epizod był dla wszystkich przestrogą, należało być jeszcze bardziej ostrożnym. Najbardziej niebezpiecznie było wtedy, kiedy Niemcy robili obławę na partyzantów, przeszukiwali domy i budynki gospodarskie. U nas też była kontrola, przeszukiwano strych, ale siano trochę utrudniało, więc Niemiec widłami je nakłuwał. Na szczęście nie dosięgnął Stanisława, który był zakopany trochę głębiej. Było to wydarzenie, które bardzo nas wszystkich wystraszyło, ale Opatrzność Boża czuwała nad nami. Podobno był też taki człowiek, który domyślał się, że ukrywamy kogoś, obserwował nasz dom, ale na szczęście nic nie wypatrzył. Wszystko szczęśliwie się skończyło.

Stowarzyszenie

ul. Szkolna 4
32-052, Radziszów

Nasz rachunek:
Krakowski Bank Spółdzielczy
Oddział Skawina

10 8591 0007 0310
0561 8792 0001

Logowanie