Dzisiaj jest: Sobota, 25 marca 2017
Imieniny obchodzą: Dyzma, Ireneusz, Lutomysł, Łucja, Maria, Mariola, Wieńczysław
Vinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo Slider
Opublikowano: czwartek, 09, maja 2013 11:31
 
Piotr Birówka - zamalował już hektary płótna i tony drewna zamienił w rzeźby
 
Radziszowiania - Piotra Birówkę, urodzonego w dniu 8 listopada 1971r., cechuje wyjątkowa skromność. W rodzinnej miejscowości pewnie więcej osób kojarzy go z działalnością ojca, prezesa zarządu radziszowskiej Ochotniczej Straży Pożarnej, niż z tym, że ma wyjątkowy talent artystyczny. Okazuje się, że jego prace rozsiane są szeroko po całym kraju a nawet zdobią domy i kościoły poza granicami Polski. Zapytany od kiedy zajmuje się sztuką, nie umie wyjaśnić. Pierwsze prace powstały jeszcze w dzieciństwie.
Rzeźba
Pierwsze rzeźby, bo od tego się zaczęło, powstawały jeszcze zanim poszedł do szkoły. Niektóre z nich przechowuje do dnia dzisiejszego - "to dla mnie cenne pamiątki" - wyjaśnia. W rodzinie nie było nikogo, kto by rzeźbił lub malował. Pierwsze lekcje z plastyki Piotr miał wtedy, kiedy i my wszyscy, czyli w szkole podstawowej. Wychowanie plastyczne, bo tak nazywał się kiedyś ten przedmiot, to były najbardziej oczekiwane przez niego lekcje. Rozbudzały w nim wyobraźnię i inspirowały do tworzenia. Pierwsze rzeźby wykonywał w drewnie. Dziś jest w stanie rzeźbić i w innych materiałach: metalu, piaskowcu lub innym kamieniu. Jeśli chodzi zaś o drewno, to wcale nie preferuje lipy, nawet bardziej odpowiada mu drewno twarde. Mówi, że choć praca wtedy dłużej trwa, jest bardziej mozolna, to efekty końcowe są lepsze, efektowniejsze. Najwięcej jego rzeźb poświęconych było tematyce sakralnej: aniołki, postaci świętych, które często stanowiły elementy dekoracyjne ołtarzy. Z pod jego dłuta wychodzą też elementy dekoracyjne mebli i detale architektoniczne. Ostatnio na przykład ozdabia drzwi i futryny okien w rodzinnym domu. W stylu zakopiańskim - witkiewiczowskim urządza wnętrze poddasza. W planach ma projektowanie i wykonywanie autorskich - niekonwencjonalnych mebli i przedmiotów użytkowych. W tym też upatruje swoją przyszłość w zakresie snycerki. To, jak twierdzi, może dać mu w przyszłości jakieś pieniądze. Wiele prac wykonuje na zamówienia, ale bardziej pociąga go swoboda, tworzenie z wyobraźni. Sam o swoich pracach rzeźbiarskich czy malarskich mówi, że to twórczość amatorska, nieprofesjonalna.
Oglądający jego prace często się dziwią, że Piotr nie ukończył żadnej szkoły artystycznej. Z zawodu jest elektronikiem, ale dziś nawet nie chce o tym mówić i myśleć. To chyba był stracony czas. Sztuka przysłoniła mu pozostałe profesje. Wszystko co wie o sztuce, jej kierunkach, epokach i twórcach, sam poznawał z książek i kolorowych albumów. Wiedzę pogłębiał podczytując też podręczniki akademickie. Twierdzi, że jest w stanie podjąć się skopiowania każdej rzeźby wykonanej kiedyś przez znanego twórcę. Największą rzeźbą jaką wykonał, jest według niego postać Chrystusa do Grobu Pańskiego w radziszowskim kościele na czas Triduum Paschalnego, którą przekazał jeszcze księdzu Stanisławowi Kwakowi, nieżyjącemu już dziś proboszczowi swojej parafii. Jest to rzeźba wykonana z gipsu, naturalnej wielkości, która powstała w oparciu o dokładne przestudiowanie opisów Całunu Turyńskiego. Najmniejszą rzeźbą jest postać Chrystusa Frasobliwego, wielkości pudełka zapałek, wykonana z twardego wiśniowego drewna. Przykład jego pracy rzeźbiarskiej zobaczyć można było do niedawna w ogrodzie rodzinnego domu. Rzeźba narażona była na zmienne warunki atmosferyczne i niestety uległa zniszczeniu. Teraz myśli by jeszcze raz odtworzyć postać zbójnika Janosika, który wpisał się już w pejzaż ulicy Zawodzie. Jedna z jego prac - Chrystus Frasobliwy - umieszczona jest we wnęce muru, przy wejściu do nowego kościoła w Woli Radziszowskiej. Czasami swoje rzeźby pokrywa polichromiami i nie sprawia mu to żadnej trudności.
W ramach wolnych chwil rysuje szkice domów i detali, które są wykorzystywane przez architektów przy projektowaniu. Wymyśla nowe, oryginalne wzory i śmiałe rozwiązania, które zadziwiają zawodowców. Gdy pytałem go o ocenę dzieł dawnych snycerzy, podkreślał doskonałość ich warsztatu, chociaż byli na ogół samoukami. Czasami poświęca dużo czasu, by wykonać kopię jakiejś figury czy detalu zdobiącego ołtarz, wyrzeźbionych przed wiekami przez dawnych mistrzów. Zastanawia się nad tym, jakie mieli narzędzia? Jak wielką musieli mieć wyobraźnię i doświadczenie, że tworzyli tak piękne, oryginalne dzieła? Pierwsze dłuta, farby i inne narzędzia kupowali mu rodzice. Czasami też sam wykonywał narzędzia do swojej pracy. Teraz już kupuje gotowe, wykonane przez fachowców. Są sprawniejsze i dłużej wytrzymują. Sam nie pamięta ile prac wyszło z pod jego dłuta, ale jak mówi, tony drewna zamienił już w rzeźby i meble.
Malarstwo
To, że zaczął malować na płótnie, zawdzięcza Panu Józefowi Bolisędze - miejscowemu malarzowi, również amatorowi. On go do tego namówił i jeszcze pokazał na początku jak posługiwać się pędzlem i farbami. Malarstwo Pana Józefa znał od dzieciństwa, przemawiało do niego i zachęciło do tworzenia. Dzięki niemu też poznał wspaniałego artystę, również rzeźbiarza samouka, Pana Józefa Wronę mieszkańca Tokarni. Dziś najbardziej fascynuje go malowanie portretów. Czasami wykonuje kopie znanych dzieł sztuki portretowej, ale maluje też portrety współcześnie żyjących, znajomych. Może malować ze zdjęć, z plakatów, ale najbardziej lubi, gdy osoba portretowana da się mu poznać bliżej, gdy mu pozuje. Taki portret jest wierniejszy, bardziej żywy, pełniejszy, zawiera w sobie to coś, czego nie może mieć portret namalowany choćby na podstawie dobrze wykonanej fotografii dużych rozmiarów. Przystępując do malowania portretu nie rysuje ani nie szkicuje obiektu. Myśl od razu przetwarza farbami na płótnie. Inaczej jest, gdy wykonuje kopię jakiegoś obrazu. Jego prace można określić jako malarstwo realistyczne, choć w pierwszych obrazach fachowcy doszukiwali się nurtu surrealistycznego. Po części mieli rację, gdyż fascynowały go wtedy dzieła hiszpańskiego malarza Salvadore Dali. Malować może różnymi farbami, ale najchętniej stosuje farby olejne na płótnie. Zamalował już chyba hektary, jak sam podkreśla. Samych portretów Ojca Świętego Jana Pawła II wykonał około 146 sztuk. Czasami były one dużych rozmiarów. Zdobią teraz ściany domów i wnętrza świątyń. Wie, że sporo jego obrazów trafia za granicę. W kościołach tworzył często dekoracje okresowe, takie jak: szopki bożonarodzeniowe i Groby Pana na czas Wielkanocy. Uzupełniał nawet polichromie w kościołach.
W domu ma niewiele swoich obrazów. Zastanawiał się kiedyś, od kogo powinien wypożyczyć swoje obrazy, by na przykład zrobić wystawę. Dość dużo jego prac znajduje się w samym Radziszowie. Zauważył jednak, że ludzie niechętnie chcą się z nimi rozstać, choćby na kilka dni. Jak do tej pory miał dopiero jedną wystawę, ważną bo z samym Józefem Bolisęgą, w pałacyku Sokół w Skawinie i dwie w miejscowej szkole. Brał udział również w Biennale Sztuki Nieprofesjonalnej w Skawinie, gdzie został wyróżniony (rok 1989 i 1991). Piotr maluje też martwe natury i pejzaże. Ulubiony temat to góry. Maluje obrazy o różnych rozmiarach. Największy miał kilka metrów długości. Jeden z większych można oglądać w radziszowskim gimnazjum, a przedstawia miejscowy dwór Dzieduszyckich z przełomu XIX i XX wieku. Dla innej szkoły skopiował kiedyś fragment "Panoramy Racławickiej", co było związane tematycznie z patronatem szkoły.
W swoim malarstwie stara się naśladować wybitnych twórców. "Moim mistrzem jest wielki Jan Matejko" - mówi. Choć jest to trudne malarstwo, wykonał już wiele kopii dzieł tego artysty. Na nich też właśnie uczył się kunsztu malarskiego. Lubi również obrazy braci Kossaków, a szczególnie Wojciecha. Wykonał kilka kopii obrazów Wojciecha Gersona. To dzięki miłości do gór obrazy tego artysty są mu tak bliskie i stanowią wspaniały wzorzec przydatny w tworzeniu tego typu pejzaży, górskich widoków i panoram. Ogromne wrażenie wywarło na nim malarstwo Władysława Czachurskiego, a zwłaszcza jego obraz "Dama w liliowej sukni z kwiatami". Bliskie jest mu malarstwo: Józefa Simmlera, Henryka Rodakowskiego, Józefa Chełmońskiego, Józefa Brandta, Stanisława Witkiewicza, Jacka Malczewskiego, Leona Wyczółkowskiego, Juliana Fałata i innych. Od wielu lat Piotr zgłębia warsztat wielkiego Leonarda da Vinci - "Ta postać bardzo mnie fascynuje. Jego szerokie horyzonty i możliwości umysłu, zawsze budziły i będą budzić mój podziw. Jeden człowiek osiągnął doskonałość w tak wielu dziedzinach wiedzy, wnosząc ważne odkrycia do niemal każdej z nich". Wykonał kilka kopii jego obrazów. Zapytałem go o jego ideał sztuki malarskiej. Odpowiedział mi: "To, co maluję, musi w miarę możliwości odzwierciedlać naturę. Nie zniósłbym, gdyby oglądający moje obrazy doszukiwali się tego, co one przedstawiają". Po chwili dodaje: "Człowiek oglądający na przykład portrety mojego pędzla, powinien od razu rozpoznać osobę namalowaną, jeśli jest mu znana i mieć czas na podziwianie zobrazowanego piękna, a nie zgadywać czy zastanawiać się co to jest". Wspomina: "Kiedyś byłem zaproszony na wystawę znanego artysty i nasłuchałem się takich okrutnych opinii o jego pracach, że postanowiłem nigdy nie próbować takich eksperymentów z farbami". Sam najchętniej zwiedza muzea i antykwariaty w poszukiwaniu - jak twierdzi - "prawdziwych dzieł sztuki".
W zamówieniach na swoje obrazy nie ogranicza się co do tematyki. Czasami je nawet oprawia. "Namalowałem też - jak sam wspomina - pejzaż centrum Radziszowa widziany z ulicy Lipowej i to o dość dużym kącie widzenia, bo od Wytrzyszczku po klasztor OO. Kamedułów na krakowskich Bielanach". Zamierzał też kiedyś stworzyć makietę centrum rodzinnej wsi. Nasłuchał się opowieści starszych mieszkańców, którzy pamiętali dawne dzieje. Niestety szybko odchodzą i tracimy tę wiedzę bezpowrotnie. Wiele opowiadał mu też Pan Władysław Kościelny, który sam pamięta inny wygląd otoczenia radziszowskiego kościoła i inaczej przepływającą rzekę Skawinkę. Powołując się na opowiadania swoich rodziców, Pan Władysław ze szczegółami opisywał mu również wygląd dawnych posesji, wyposażenia domów i sprzętów gospodarskich. Nie chcąc popełnić jednak żadnego błędu, musi jeszcze poznać inne zapiski, plany lub stare mapy Radziszowa. Niestety to jedyne, co stało się jak na razie dla Piotra za trudne. Tej pracy jeszcze się nie podjął, zostawia to na przyszłość.
Cały dom jest jego warsztatem. Czasami pozostawia po sobie wióry, kolorowe plamy z farb, zapach terpentyny - co denerwuje domowników, choć do tego się już przyzwyczaili. Swoją pasją zaraził też żonę Joannę. Gdy dzieło jest już gotowe, najbliżsi podziwiają je i wybaczają mu nieporządek. Bywa, że do domu naznosi starych fragmentów szaf, desek, ram i sam później zauważa, że tworzy nie lada bałagan. Dlatego coraz częściej myśli o jakiejś pracowni z prawdziwego zdarzenia. Marzy mu się, by jego syn, obecnie półtoraroczny Bartłomiej poszedł w ślady ojca. "Pracowalibyśmy sobie razem i ze zdwojoną siłą powstawałyby nowe obrazy i rzeźby" - głośno marzy. Właśnie niedawno namalował jego pierwszy portret, który spodobał się kolegom i znajomym, dlatego też ustawili się w kolejce po portrety swoich dzieci.
Zapytałem Piotra o to czy lubi swoją miejscowość i co by w niej zmienił. "Radziszów jest mi bardzo bliski. Pragnąłbym tylko, by był bardziej barwny, by było więcej kwiatów w ogródkach. Mieszkańcy nie powinni się obawiać, ale odważnie podchodzić do wyboru kolorów na elewacje swoich domów". Cieszy się też, że Radziszów może pochwalić się zabytkowym kościołem, pięknymi przydrożnymi kapliczkami, wyjątkowymi miejscami widokowymi. Liczy na to, że w niedługim czasie dwór Dzieduszyckich będzie lśnił po renowacji i że będzie to odpowiednie miejsce na działalność kulturalną, na wystawy, wernisaże itp. Trzeba dodać, że na każdy dobroczynny festyn organizowany przez Stowarzyszenie "Nasz Radziszów" pod hasłem "Niedziela w naszym Radziszowie", Piotr przekazywał swoje dzieła, by je tam zlicytowano. Dochód z ich sprzedaży zasilał konto na remont dworu. Piotr Birówka, młody artysta z Radziszowa ma zatem na tym polu nie lada zasługi. Mam nadzieję, że kiedyś w odnowionym dworze zrobi wystawę swoich rzeźb i obrazów.
"W Radziszowie mieszka kilku twórców, dobrze by było zorganizować na przykład jakąś wystawę zbiorową" - mówi. Podkreśla, że podoba mu się również malarstwo radziszowianki z wyboru, pani Jadwigi Chorabik.
Artykuł napisałem w oparciu o rozmowę przeprowadzoną z Piotrem Birówką w dniu 17 lutego 2007r.
 
Opracował: Janusz Bierówka

Stowarzyszenie

ul. Szkolna 4
32-052, Radziszów

Nasz rachunek:
Krakowski Bank Spółdzielczy
Oddział Skawina

10 8591 0007 0310
0561 8792 0001