Dzisiaj jest: Poniedziałek, 27 stycznia 2020
Imieniny obchodzą: Angelika, Ilona, Jan Chryzostom, Julian, Przybysław
Vinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo Slider
Opublikowano: środa, 06, sierpnia 2014 13:14

21Która to już nasza wspólna wakacyjna wędrówka „śladami ks. Tischnera”? Jakakolwiek byłaby ich liczba i jak długo by trwały, zawsze pozostaje niedosyt… I nie inaczej było w tym roku! Lipcowe dni (20-28.07.) upłynęły „jak z bicza trzasł”. Tym razem udaliśmy się na Podlasie, do krainy mlekiem płynącej z racji hodowli w tamtej okolicy dużej liczby krów mlecznych. Nasza wędrówka odbywała się, jak zwykle, pod czujnym okiem i dyskretną opieką p. Kazimierza Tischnera, naszego „ojca ojców”.

Od dnia wyjazdu z Łopusznej aż do końca wycieczki towarzyszyła nam cudowna atmosfera i słoneczna pogoda. W niedzielę, 20 lipca wczesnym popołudniem dotarliśmy do Leśnej Podlaskiej, gdzie uczestniczyliśmy we mszy świętej w Bazylice Mniejszej Matki Bożej Leśnieńskiej Opiekunki Podlasia. O bazylice opowiedział nam brat Paweł, pokazał też miejsce, gdzie wytryska cudowne źródełko. I udaliśmy się w dalszą drogę, do miejsca zakwaterowania. To, co zobaczyliśmy zaparło nam dech w piersiach! „Dworek Łukowiska” w Starym Bublu zachwycił swoim wyglądem, otaczającym go ogrodem i wspaniałymi, stylowymi wnętrzami. Tu też spotkaliśmy się z przewodnikiem, panią Wandą, która miała nam towarzyszyć przez następne cztery dni. Cisza, spokój, śpiew ptaków, dużo zieleni i pięknych różnokolorowych kwiatów tworzyły niezwykłą atmosferę wieczornego spotkania w gronie przyjaciół – uczestników wycieczki. Niestety, zabrakło wśród nas Miecia (Mieczka), który jadąc z Gdańska utknął na drodze zablokowanej przez rolników. Na szczęście udało mu się blokadę pokonać i dotarł do nas, ale z jednodniowym opóźnieniem. Poniedziałkową atrakcją (21 lipca) był niewątpliwie spływ kajakowy na Bugu. Chętni (i odważni!) przepłynęli w dwuosobowych kajakach odcinek ok. 15 km w dół rzeki. Ci mniej odważni oczekiwali na przystani… Po lekkim posiłku i wstępnym zabezpieczeniu świeżutkiej opalenizny (tego dnia był upał, kajakowicze nieco się „spiekli”!) przeprawiliśmy się promem w Niemirowie na drugą stronę Bugu. Pani Wanda zaproponowała nam spacer lasem wzdłuż granicy z Białorusią. I to była druga atrakcja tego dnia, z sesją zdjęciową włącznie! Oczywiście chodzi o zdjęcia wykonane nam przez służbę graniczną! Oj, był lekki stres, ale nasz wspaniały pan Kazimierz w rozmowie z „pogranicznikiem” zachował zimną krew i wszystko skończyło się dobrze. Potem jeszcze krótkie spotkanie z proboszczem parafii w Niemirowie, który (jakie to miłe!) rozpoznał pana Kazimierza, gdyż oglądał film „Jego oczami”. A wieczorem w „Dworku Łukowiska”, przy akompaniamencie gitary (niezastąpieni Asia, Piotrek i Tolek!) wspominaliśmy miniony dzień pełen różnorodnych wrażeń.


Wtorek (22 lipca) to dwa ważne miejsca na trasie naszej wędrówki. Pierwsze z nich to Drohiczyn, gdzie zwiedziliśmy Muzeum Diecezjalne im. Jana Pawła II (uznanie dla wiedzy oprowadzającej nas siostry Bogumiły!), a następnie odbyliśmy spacer po miasteczku, który poprowadziła pani Wanda służąc nam wszelkimi informacjami związanymi z historią Drohiczyna. Około godziny 13 przyjechaliśmy do Korycina, do „Ziołowego Zakątka” gdzie na 15 hektarach uprawiane są zioła. Bardzo sympatyczna, młoda dziewczyna oprowadziła nas po gospodarstwie z pasją prezentując różne rodzaje ziół i opowiadając o nich. Następnie zaprosiła nas na warsztaty zielarskie, podczas których każdy z nas mógł skomponować dla siebie herbatkę ziołową w zależności od potrzeb organizmu i ewentualnych schorzeń. W Korycinie zostaliśmy zaproszeni na obiad regionalny, którego hitem była zupa pokrzywowa. Doskonała! Wzmocnieni świeżym, pachnącym ziołami powietrzem oraz regionalną kuchnią wróciliśmy do naszego cudownego zakątka, czyli „Dworku Łukowiska”. I znowu wieczorne, niekończące się rozmowy. Radość, śpiew, muzyka. A wokoło wspaniali ludzie... Kolejny dzień naszej wędrówki (23 lipca, środa) rozpoczęliśmy od wizyty w Janowie Podlaskim, gdzie znajduje się chyba najbardziej znana w świecie stadnina koni. Cóż to był za widok, konie w galopie z rozwianymi grzywami! Widzieliśmy i stajnię porodową, i cmentarz dla koni. Cały obiekt jest imponujący! Jadąc w kierunku Kostomłotów zatrzymaliśmy się na chwilę na obrzeżach Janowa Podlaskiego, gdzie można zobaczyć miniaturę Statui Wolności. Niestety, obiekt ten znajduje się z dala od uczęszczanych przez turystów szlaków, ukryty jest w zaroślach i tylko dzięki pani Wandzie, która o nim wiedziała mogliśmy go podziwiać. Około południa dotarliśmy do Sanktuarium Unitów Podlaskich w Kostomłotach. Ksiądz Zbigniew przybliżył nam historię miejscowości oraz znajdującej się tu cerkwi. Nie stronił też od dygresji politycznych i religijnych. Następnie przez Sławatycze i Kodeń udaliśmy się do Jabłecznej. Ta droga okazała się swoistym „bezdrożem”: wąska, nieutwardzona, a pobocze bagniste. Jednak Mieczysław, nasz kierowca, kierując się niezwykłą i towarzyszącą mu podczas całej wycieczki intuicją, bezpiecznie dowiózł nas do celu! W Jabłecznej zwiedziliśmy Monaster św. Onufrego założony w XV wieku oraz tamtejszą cerkiew. W drodze do Pratulina wstąpiliśmy na stary cmentarz tatarski (mizar) w Zastawku, na którym znajduje się kilka kamiennych nagrobków. Niestety, cmentarz jest zaniedbany. Pani Wanda zaprowadziła nas też w miejsce, gdzie znajdują się ruiny twierdzy brzeskiej. Aby je obejrzeć, trzeba było pokonać dość karkołomną trasę! Ten wysiłek został nam zrekompensowany przez wspaniałe krajobrazy w rezerwacie „Szwajcaria Podlaska”, gdzie ma miejsce tak zwana erozja wąwozowa. Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy tego dnia był Pratulin, a w nim Sanktuarium Męczenników Podlaskich. Tutaj też oczekiwały nasze koleżanki z Siedlec, Marysia i Nina. Wieczorem odwiedziły nas w „Dworku Łukowiska”, przynosząc dla każdego prezent w postaci obrazu, namalowanego przez Ninę. Było bardzo sympatycznie, wspominaliśmy przy tej okazji nasze poprzednie wakacyjne spotkania. Głównym punktem czwartku (24 lipca) była wizyta na Świętej Górze Grabarce. Las krzyży robił wrażenie… Być może wielu z nas udało się tutaj zostawić swój? Obmyć choroby i zmartwienia w cudownym źródełku i wyrzucić je precz? Oby tak było! A potem na naszej trasie Mielnik z wieżą widokową i ruinami kościoła zamkowego, a także wyrobiska kredy. Wszędzie pięknie kwitnące pola i łąki, co podsunęło nam pomysł uwicia wianków dla p. Kazimierza i naszego kierowcy. Paradowali w nich z godnością do końca dnia! Wyglądali uroczo! W restauracji „Panorama” w Mielniku zjedliśmy regionalny posiłek – kartacze i kiszkę ziemniaczaną. Delicje! Uroczysko Koterka w Tokarach i Telatycze z prawosławnymi cerkwiami oraz kolorowy cmentarz w Zubaczach to ostatnie miejsca, które zobaczyliśmy tego dnia. Wieczór w „Dworku Łukowiska” (niestety, ostatni) umiliła nam Kapela Ludowa „Podlasiacy”. Śpiewom i tańcom nie było końca! Tak pożegnaliśmy to wspaniałe miejsce.


W piątek rano (25 lipca) po mszy świętej w kościele parafialnym w Starym Bublu wyjechaliśmy do Sokółki. Inny świat! Zajazd „Bakunówka”, w którym zostaliśmy zakwaterowani położony był co prawda w pobliżu sokólskiego sanktuarium, ale przy ruchliwej ulicy. Mając w pamięci pobyt w „Dworku Łukowiska” przeżyliśmy lekki wstrząs, ale z drugiej strony było to swego rodzaju wprowadzenie do rzeczywistości, która oczekiwała nas w perspektywie trzech dni, czyli powrót do hałaśliwego, zabieganego miejsca zamieszkania. Po obiedzie spotkaliśmy się z panem Zbyszkiem, organizatorem naszego pobytu w Sokółce. Zaprowadził nas do Muzeum Ziemi Sokólskiej. Tam mogliśmy poznać historię tego regionu, wniknąć w tajniki sztuki tkania dywanów, a w specjalnej Izbie Tatarskiej prześledzić dzieje Tatarów. Następnie udaliśmy się do Uroczyska „Kamienica”, gdzie państwo Maria i Romuald Bujwiccy urządzili w swojej zagrodzie swego rodzaju izbę regionalną. Znajdują się w niej dawne przedmioty codziennego użytku. Prawdziwa lekcja historii! Poza tym pan Romuald opowiedział nam o swojej twórczości literackiej. Dużą niespodzianką i zaszczytem dla nas był przyjazd do tego miejsca pana Mieczysława Baszko, marszałka województwa podlaskiego. Nawiązał z nami niezwykle serdeczny kontakt, a na pożegnanie obdarował prezentami w postaci książek promujących Podlasie, a szczególnie kuchnię regionalną. Pani Maria ugościła nas własnoręcznie upieczoną babką ziemniaczaną. To miejsce miało swój niezwykły klimat. A atmosferę ciepła i bliskości stworzyli mieszkający tam ludzie. Pasjonaci! Wieczorem w Kaplicy Cudu spotkaliśmy się z ks. Stanisławem Gniedziejko, proboszczem sokólskiej parafii pw. św. Antoniego. Opowiedział nam o okolicznościach niezwykłego zdarzenia z 12 października 2008 roku czyli o cudzie eucharystycznym, którego był osobistym świadkiem. Wzięliśmy udział w krótkiej modlitwie i Apelu Jasnogórskim. Po powrocie do miejsca zakwaterowania długo trwały dyskusje na temat wydarzeń minionego dnia. W sobotę (26 lipca) przed południem podróżowaliśmy, wraz ze swoim przewodnikiem panem Arturem, szlakiem tatarskim. Na naszej trasie Bohoniki, Krynki i Kruszyniany. A w nich meczety i cmentarze muzułmańskie. Wchodząc do meczetu, należało zdjąć obuwie. W jednym z nich spotkaliśmy imama, który służył nam dodatkowymi informacjami. Pan Artur, sam mający tatarskie korzenie, „zasypał” nas dosłownie swoją rozległą wiedzą na temat historii, obyczajów, tradycji i kultury tatarskiej. Jego opowieści były wartkie, niezwykle barwne i urozmaicane anegdotkami. Oprowadził nas po jednym z cmentarzy tatarskich, opowiedział o zwyczajach związanych z pochówkiem i żałobą. Pokazał najstarsze groby, bardzo skromne, obłożone jedynie kamieniami. W Krynkach zaczerpnęliśmy wodę ze źródła artezyjskiego (przydała się w dalszej trasie), przejechaliśmy też przez rondo, jedyne w Polsce, i jedno z dwóch na świecie, od którego odchodzi promieniście 12 ulic. Tutaj również zobaczyliśmy kościół (akurat był odpust i z tej okazji w kościele koncert solistów) oraz stary dwór, do którego prowadziła piękna, lipowa aleja. Z żalem rozstawaliśmy się z panem Arturem, mógł nam jeszcze tyle opowiedzieć… Po obiedzie coś dla rozrywki. Na głównym placu Sokółki zorganizowany został festyn regionalny. Jego głównym punktem był festiwal pierogów. Nasz nieoceniony pan Kazimierz został zaproszony do sędziowania tego konkursu. Wydał werdykt sprawiedliwy: zwyciężyła autorka najsmaczniejszych pierogów! Na scenie występowały zespoły regionalne z Podlasia, a także reprezentujące mniejszość białoruską. Było na kogo i na co popatrzeć. Piękne dziewczęta, wspaniałe stroje! Skoczne, ale też sentymentalne utwory. Z tego powodu niemal nie straciliśmy naszego kierowcy… Wieczór wspomnień spędziliśmy na tarasie. Nie trwał długo, do 22.00 (bo cisza nocna!). Cóż, to właściwie ostatni dzień naszej wycieczki, niedziela (27 lipca). Obfitował jednak w wiele wrażeń. Dla ducha i dla ciała. Rozpoczęliśmy od mszy świętej w bazylice sokólskiej w intencji śp. ks. prof. Józefa Tischnera oraz uczestników wycieczki. Potem szybciutko do busa i wyjazd do nadleśnictwa Krynki (teren Puszczy Knyszyńskiej), a konkretnie w Poczopka, gdzie znajduje się niezwykły ogród leśny Silvarium. To naprawdę niezwykłe miejsce. Pan Robert, pracownik nadleśnictwa pokazał nam wszelkie atrakcje tego wspaniałego ogrodu: park megalitów, galerię „Na skraju puszcz”, różne okazy zwierząt i roślin, pomnik żaby (ogromny!), kolekcję słonecznych zegarów, lecznicę dla bocianów. Przy czym opowiadał w sposób niezwykle interesujący. Zaproponował też obejrzenie filmików związanych z działalnością „Silvarium”. To było kolejne spotkanie z człowiekiem-pasjonatem! Popołudnie i wieczór-olbrzymi łyk kultury. Najpierw zwiedzaliśmy Muzeum Ikon w Supraślu, a także prawosławny monaster i cerkiew. Następnie obejrzeliśmy spektakl Teatru Wierszalin pt. „Traktat o manekinach”. Wracając do Sokółki dyskutowaliśmy nad jego przesłaniem. Czy powinniśmy strzec się manekinów? I jak to zrobić? Po kolacji wieczór pożegnalny. Krótki, bo jutro wyjazd wcześnie rano. Pan Kazimierz zapewnił, że zrobi pobudkę o 5.00. I tak się stało! Dyscyplina musi być! Szybkie śniadanie, bagaże do busa i w drogę do Krakowa, Radziszowa, Krzywaczki, Woli, Chrzanowa, Wadowic, Pszczyny, Chabówki i Łopusznej. Marysia, jedna z naszych koleżanek wpłacając zaliczkę na wycieczkę napisała w tytule przelewu: „Opłata za raj” i, nie patrząc na literówkę, miała rację. Raj to przecież piękna przyroda i wspaniali ludzie. PRZYJACIELE.

Tekst Maria Żurek

Zdjęcia Piotr Fajfer

  • 01
  • 02
  • 03
  • 04
  • 05
  • 06
  • 07
  • 08
  • 09
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26

Stowarzyszenie

ul. Szkolna 4
32-052, Radziszów

Nasz rachunek:
Krakowski Bank Spółdzielczy
Oddział Skawina

10 8591 0007 0310
0561 8792 0001

Logowanie